czwartek, 4 grudnia 2014

Pomysł na prezent: Duże i bogate naszyjniki Kicz Collection!

Uwielbiam kupować prezenty dla innych, choć przyznam szczerze, że czasami, kiedy zostawię to na ostatnią chwilę, mam totalną pustkę w głowie (dlatego staram się kupować prezenty przez cały rok). Często jednak stawiam na unikatowe prezenty handmade, szczególnie jeśli chodzi o drobiazgi dla kobiet ;-) Z tym też przesłaniem powstał dzisiejszy post, w którym zamieszczam zdjęcia pięciu naszyjników zrobionych przeze mnie, zarówno na potrzeby własne, a także specjalne zamówienia. Jeśli nie macie pomysłu na gwiazdkowe drobiazgi dla kobiet - służę pomocą na mailu ;-)


Półtora miliona wyświetleń bloga oraz ponad półtora tysiąca fanów na facebooku na zakończenie roku to cudowny prezent dla mnie, dlatego chcę podarować prezent i Wam. Poniżej cała piątka na jednym zdjęciu - który dla Was, który wrzucamy na rozdanie? ;-)


Wszystkie naszyjniki (i nie tylko) do oglądnięcia tu - Kicz Collection.

wtorek, 2 grudnia 2014

MY HOME: DIY - Świąteczny stroik ze szklanego wazonu.

Idąc za ciosem z ostatniego posta, na rozpoczęcie mojego cudownego grudnia, mam dla Was kolejny stroik, który może wprowadzić choć trochę przedświątecznego klimatu do Waszego domu ;-)


 DIY:
szklany wazon (który wygląda jak butelka na mleko) kupiłam w Ikea za podajże 2/3 złote + wstążka/sznurek + kilka szyszek + podstawka na świeczki (moja również dostępna w Ikea) + świeczka


 TA-DA-DAM!


Na początku chciałam wrzucić podgrzewacz do środka butelki, jednak okazał się za duży, przez co zagościł w świeczniku obok. W butelce, jak i w świeczniku, mam wsypaną sól, bo (wersja profesjonalna) nadaje efekt sztucznego śniegu, bo (wersja prawdziwa) nie chciała mi się odkleić biała, wielka naklejka ze spodu butelki :P


Inne moje projekty HOME DIY, które (mam nadzieję) idealnie wpasują się Wam w grudniowy klimat:
http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/11/my-home-nowe-zycie-starych-swiecznikow_11.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/11/my-home-diy-ocieplacze-na-kubki-czyli_21.html


http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczne-minimalistyczne_6.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-pachnace-naturalne-i_13.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-gaazki-w-doniczkach-czyli_14.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczna-szyszka-w-roli_16.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczna-szyszka-w-roli_16.html

Enjoy! ;-)

niedziela, 30 listopada 2014

MY HOME: DIY - Zimowe świeczki w swetrach.

Nie będę ukrywać, że ogromnie cieszę się, że dziś ostatni dzień listopada, miesiąca, który kojarzy mi się z wiecznym deszczem, pluchą i depresją. Grudzień (co zapewne znów powtórzę setny raz) to mój ulubiony miesiąc, który od samego początku kipi świąteczną magią, którą uwielbiam. Kiedy piszę tego posta, na Polsacie leci właśnie "Kevin sam w Nowym Jorku", co już totalnie robi mi klimat w domu ;-)

W tym roku będzie bardziej ubogo z projektami DIY HOME, które mam w planie i mogłabym Wam tu serwować hurtowo, jednak siedzę jak na szpilce i lada dzień wyląduję na porodówce, dlatego za wielkie, pachnące (i moje ukochane) gałęzie na stroiki nawet się na razie nie zabieram, za to odsyłam Was do wspomnień z tamtego roku, podsyłając linki na końcu wpisu.

Dziś na tapecie świeczki, których u mnie zawsze dużo. Za oknem mam tak piękną zimę, że postanowiłam ocieplić nieco klimat minimalistycznych ozdób, które mam w domu. W końcu grudzień zobowiązuje ;-)


 DIY:
świeczki + stare swetry (które zostały mi swoją drogą po ocieplaczach na kubki, które możecie przypomnieć sobie tu: "DIY - Ocieplacze na kubki, czyli kubki w swetrach.")


Uważam, że opisywanie, jak wycięłam pasujące paski materiału i przykleiłam do świeczek, jest tu zbędne, dlatego przedstawiam Wam poniżej efekt przed i po:


TA-DA-DAM!


Inne moje projekty HOME DIY, które (mam nadzieję) idealnie wpasują się Wam w grudniowy klimat:

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/11/my-home-nowe-zycie-starych-swiecznikow_11.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/11/my-home-diy-ocieplacze-na-kubki-czyli_21.html


http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczne-minimalistyczne_6.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-pachnace-naturalne-i_13.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-gaazki-w-doniczkach-czyli_14.html

http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczna-szyszka-w-roli_16.html


http://kasia-skalska.blogspot.com/2013/12/my-home-diy-swiateczna-szyszka-w-roli_16.html

Enjoy! ;-)

piątek, 28 listopada 2014

Kuchenne rewolucje Skalskiej: Szarlotka z budyniową pianą.


Składniki na ciasto:
3 szklanki mąki
4 żółtka
200-250g margaryny
2-3 łyżki cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 łyżki śmietany

Składniki na masę jabłkową: 
2 kg jabłek
1 kisiel
1 łyżeczka cynamonu
1/2 szklanki cukru
1 łyżka soku z cytryny
cukier waniliowy

Składniki na pianę:
4 białka
2 łyżki cukru pudru
1 budyń waniliowy

Przyznam szczerze, że pomysł na opublikowanie tego przepisu tu pojawił się wtedy, kiedy już miałam gotowe ciasto, podpieczony spód i zaczęłam wykładać masę jabłkową - od tego momentu też, możecie zobaczyć efekty na zdjęciach. Myślę jednak, że nikt nie będzie miał problemu z wyrobieniem ciasta, obraniem i posiekaniem jabłek, czy ubiciem piany mikserem ;-) Ale od początku.

1. Mąkę mieszamy z cukrem i proszkiem do pieczenia. Dodajemy margarynę, żółtka i śmietanę, po czym zagniatamy ciasto, zawijamy je w folię w chowamy do lodówki na 30 minut.
2. W czasie, kiedy ciasto leżakuje w lodówce, obieramy jabłka, kroimy je w kosteczkę lub ścieramy na tarce, a następnie mieszamy je z cukrem, cynamonem, kisielem (osobiście robiłam i wersję z kisielem i bez - obie bardzo dobre w smaku) i sokiem  z cytryny.
3. Białka ubijamy na sztywno, dodajemy cukier puder i budyń.
4. Rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni.
5. Dzielimy ciasto na dwie części - z pierwszej rozwałkowujemy spód, który nabijamy widelcem (żeby równo wyrosło i się podpiekło) i pieczemy 10 minut.


6. Na podpieczony spód wykładamy masę jabłkową... 


a na nią budyniową pianę. 


7. Z pozostałego ciasta wycinamy paski, układamy na pianie w kratkę (oczywiście kratka jest tylko moim pomysłem, i choć może nie wygląda, to włożyłam w nią naprawdę całe serce :P), nabijamy widelcem...


i sru do piekarnika na 50 minut.


TA - DA - DAM!


Smacznego ;-)

środa, 19 listopada 2014

Drogi Święty Mikołaju...

Drogi Święty Mikołaju!
No jakby na to nie patrzeć, w tym roku byłam wyjątkowo grzeczna ;-) Najpierw grzecznie umeblowałam swoje mieszkanie, ostatecznie przenosząc się do tej krainy zimna, potem grzecznie i bez brawury wyszłam za mąż, a od 9 miesięcy równie grzecznie szykuję się do najważniejszej roli w życiu. Z tejże racji, pozwoliłam sobie na umieszczenie w dzisiejszym liście aż tylu rzeczy:


1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13

Z pozdrowieniami, 
Skalska.

PS Żeby nie czytać, jak ostatnio, że moich rzeczy nie dało się znaleźć, pod zdjęciami masz odnośniki do sklepów (dodatkowo zdradzę Ci, że większość z nich dostaniesz na naszych zacnych Krupówkach, reszta ma swoje sklepy on-line).
PS Gdybym wtedy była na porodówce, hasło: "nie było Cię - przepadło" nie przejdzie (a już na pewno wykiełkowało w Twojej głowie) ;-)
PS Do tego wiem, że 6 grudnia będziesz na gali KSW, dlatego jeśli otrzymam prezent z wyprzedzeniem, na pewno nie będę miała Ci tego za złe ;-)

niedziela, 9 listopada 2014

Czas dla dziecka: Historia mojej ciąży & jak moja intymna sypialnia stała się pokojem dla dziecka.

Oto nastał ten moment, kiedy wkraczam w 9 miesiąc ciąży i w każdej chwili mogę zniknąć stąd na dłuższą chwilę, dlatego postanowiłam opowiedzieć Wam o tym, jak odkryłam, że brakuje w naszym domu Zochy oraz o tym, jak moja intymna, pielęgnowana sypialnia, w ciągu pół roku stała się pokojem dziecięcym, pewnie na kolejne pół roku. No i o tym, jak mi to w ogóle nie przeszkadza ;-)


Pierwszy objaw ciąży?
Moja ciąża była w stu procentach planowana, dlatego pierwszy test zrobiłam zanim miał pojawić się okres (co z perspektywy czasu uznaję za chore, ale jak zobaczycie, będę bardzo narwana w kilku ciążowych kwestiach, więc robienie testu o wiele za wcześnie jest tylko namiastką). Na teście druga kreska wyszła tak blada, że tylko ja ją widziałam (ale widziałam!), dlatego w trybie natychmiastowym udałam się do lekarza. Mistrzu (tak będę go tu nazywać), kiedy usłyszał, że nawet termin okresu nie minął, popatrzył na mnie jak na wariata, jednak na USG pokazał mi pęcherzyk ciążowy. Był to 5 tydzień ciąży, a co za tym idzie, sam początek, a pęcherzyki w tym okresie w 50 procentach same obumierają - wiecie co czułam, kiedy wyszłam ze zdjęciem pęcherzyka i świadomością, że mam się zgłosić za 2 tygodnie, kiedy to będę, albo nie będę w ciąży? Kiedy miałam to zdjęcie w ręce i chciałam już od razu całemu światu powiedzieć, a nie mogłam? Przez moje narwanie były to najdłuższe 2 tygodnie mojego życia.


Czy miałam mdłości?
Pierwsze trzy miesiące były dla mnie okrutne - jako osoba, która w życiu nie miała mdłości, nagle doznałam ich w najgorszej i najmocniejszej wersji. Najpierw był ślinotok - i tu proszę sobie nie wyobrażać mnie z wodospadem cieknącym z kącika ust ;-) Po prostu czułam, że cały czas muszę przełykać ślinę. Byłam też cały czas głodna, a samo otwarcie lodówki (ba! pomyślenie o otwarciu lodówki) kończyło się sprintem do toalety, z którą zaprzyjaźniłam się na te pierwsze miesiące, jak z żadnym innym sprzętem w domu. Nietolerancja na smak i zapach pasty do zębów była równie mocna, ale oszczędzę Wam opisu codziennego mycia zębów, bo moglibyście pożałować, że to przeczytaliście. Brzuch rósł, reszta ciała chudła, przez co w 2 miesiące schudłam 6 kilogramów. Punktem ostatecznym mdłości I trymestru było moje wesele, gdzie byłam chuda, ale mogłam już wszystko jeść ;-)

Dobra rada Skalskiej:
Internet jest zbawieniem w wielu kwestiach, ale również czasami bywa przekleństwem. Kiedy tylko coś mi się działo, wujek google podsyłał mi tak przeróżne odpowiedzi, że raz wydawało mi się, że umieram, a wujek mówił, że to normalne, a raz czułam się dobrze, a wujek podsyłał mi takie anomalie, że miałam wrażenie, że jestem ich wszystkich posiadaczką. Doszło do tego, że idąc do Mistrza z wynikami badań, które zawsze odnotowywał w mojej książeczce ciążowej jako "norma", ja na siłę chciałam wmówić mu, że na bank mi coś jest. Popadłam w taką paranoję, że w 5 miesiącu ciąży, w wyszukiwarce zostało zablokowane mi wyszukiwanie czegokolwiek ze słowem "ciąża", zablokowane prawie siłą... ;-) Ale dzięki temu, po rozmowach z Młodymi Mamami i otrzymaniu mądrych książek (o których poniżej), nagle ozdrowiałam! Gdybym mogła cofnąć czas, na pewno sama oszczędziłabym sobie frustracji i stresu, nie czytając ślepo tego, co podsyła mi internet.


Ulubione uroki II trymestru?
W drugim trymestrze mogłam wszystko, choć to wszystko było trochę na wariackich papierach - potrafiłam mieć przypływ energii rano, po czym w południe padałam, jak dziecko i spałam pół dnia, żeby wieczorem znów wrócić do życia. Jadłam wszystko, więc tyłam tyłam i, ku mojemu przerażeniu, tyłam. Tak, jedzenie wszystkiego i zwalanie tego na ciążę, było moim ulubionym urokiem tego czasu ;-)

Czy miałam jakieś zachcianki?
Tak szczerze, to nie. W pierwszym trymestrze jadłam bardzo dużo owoców, bo tylko one nie miały intensywnego zapachu (czytaj: nie śmierdziały mi, jak cała reszta). Być może to kwestia tego, że z natury jestem wszystkożerna i nie ma chyba dania, którego nie lubię. Po prostu lubię dużo i dobrze zjeść ;-)

Ile przytyłam w ciąży?
Patrząc na to, że wkraczam w 9 miesiąc, gdzie podobno już niewiele się tyje, dodając i odejmując wahania wagi z samego początku ciąży, do tej pory przytyłam zacne 10 kilogramów.


Czy chodziłam do szkoły rodzenia?
Nie. A czy to był dobry, czy zły wybór, opowiem Wam, jak urodzę. Oczywiście, że boję się porodu, ale nie tak bardzo, jak opisują to inne kobiety. Nie boję się krwi, nie boję się bólu (tak, wiem, mogę się zdziwić), a decydując się na dziecko, decydowałam się gratis na całą otoczkę. Uważam, że poród jest czymś naturalnym i trzeba to przeżyć. Bardzo pomogła mi książka "W oczekiwaniu na dziecko", która jako pierwsza z gatunku trafiła w moje ręce, w której można znaleźć odpowiedź na każde nurtujące pytanie. "Język niemowląt" natomiast, to konkretnie napisana książka, bez żadnego owijania w bawełnę, i promowania "jakie to wszystko jest cudowne" - jest cudowne, ale trzeba się tego nauczyć. Cieszę się niezmiernie, że wiele moich koleżanek również zdecydowało się na swoje pociechy w 2014 roku, przez co napatrzyłam się już trochę na te maleństwa, tym bardziej, że z porodem zostałam już tylko ja ;-)

Jedyne, czego się boję to to, że tak naprawdę nie wiem, kiedy to się zacznie. Jako, że wszystko mam zawsze zaplanowane, poukładane i rozpisane, tu sytuacja jest jedną wielką niewiadomą ;-)


Czy bardzo zmieniła się moja garderoba w ciąży?
I tu ukłon niski i podziękowania dla Młodych Mam, których radzę się w niektórych sprawach na facebooku, które piszą mi szczerze, a ja ich słowa biorę sobie głęboko do serca. Gdyby nie to, zapewne w 3 miesiącu ciąży, kiedy nie miałam jeszcze brzucha, miałabym już trzy szafy ubrań, które teraz okazałyby się zbędne. Przez całą ciążę moja garderoba powiększyła się jedynie o 2 pary spodni ciążowych. Prócz tych spodni, nie kupiłam nic ciążowego do ubrania.

Za to moje dziecko jest wyposażone w nadmiar ubrań, co najmniej do 3 roku życia, co zaowocowało nową szafą, która znalazła się w trybie natychmiastowym, w porównaniu z moją, o którą walczyłam rok ;-)



Więcej o ubrankach możecie przypomnieć sobie tu: "Wyprzedażowe ubranka, lato 2014.", a o całej reszcie w zakładce "DZIECKO" w kategoriach, po prawej stronie bloga. O wózku pisałam już tu: "Bebetto Luca 3w1...", a wszystko, co drewniane, zrobił mi jak zwykle Tatuś.


 Aktualizując post, który napisałam przed weekendem, przed wizytą u Mistrza, okazało się, że Zosi bardzo śpieszy się na świat i zostałam Skalską spakowaną do szpitala, leżącą i odpoczywającą w stu procentach, co by jeszcze co najmniej z tydzień na tych "wczasach" poleżeć. Życzcie mi powodzenia i do zaś! ;-)